*PIĄTEK, 9 LISTOPADA.
Budzik obudził mnie o 6:00. Moje łóżko było za wygodne, było mi w nim tak ciepło, że nie chciałam z niego wychodzić. Zwłaszcza, że za oknem znowu było pochmurno. Na szczęście nie padało, więc spokojnie mogłam iść do pobliskiego parku na codzienne bieganie. Odkąd zaczęłam treningi, biegam dzień w dzień, godzinę dziennie. Jest to wymagane dla dobra kondycji, jak mówił trener.
Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Przebrałam się w szare spodnie dresowe i szarą bluzę. Do kieszeni włożyłam telefon z podpiętymi słuchawkami. Poszłam jeszcze do kuchni napić się kawy. Nastawiłam wodę na kawę i zobaczyłam rachunek za mieszkanie za październik. Cena, jaka na nim była przeraziła mnie. Wtedy do kuchni weszła Emilka.
- o, widzę że widziałaś już nasz rachunek.. co z tym zrobimy? - powiedziała zaspanym głosem wskazując na kartkę, którą miałam w ręce.
- nie wiem, ale to jest conajmniej chore. Trzeba znaleźć po prostu inne mieszkanie. - powiedziałam opierając głowę o rękę.
- Też o tym myślałam, ale nie mamy za bardzo pieniędzy, dobrze wiesz. - dodała Emi podając mi kawę.
- jak liga się zacznie, to pieniądze będą. Twoja praca jak się rozkręci, to też przyniesie dochody. Z resztą, będziemy myśleć. Teraz idę biegać. - pocałowałam Emilkę w policzek i wyszłam.
Na dworze było zimno, w końcu mieliśmy początek listopada. Właściwie, to tutaj jest zawsze zimno, ale teraz to przegięcie. Na ulicach było już dużo ludzi, mimo piątku i wczesnej pory.
W parku dużo ludzi także biegało. Te bardziej i mniej znajome twarze. Biegnąc jedną z alejek zobaczyłam Davida, kolegę mojej kuzynki, który pomagał jej znaleźć mieszkanie dla mnie i Emilki przed naszym przyjazdem tutaj. Chłopak spacerował z psem. Też od razu mnie zobaczył i pomachał mi. Postanowiłam, że podbiegnę do nich. Lubiałam Davida. Moja kuzynka Monika opowiadała mi, że chłopak co chwila o mnie wypytuje. Zdradziła mi też, że powiedział kiedyś, że bardzo mu się podobam. Od tamtego czasu pisze do mnie i dzwoni, czy się z nim spotkam. Lubię go, ale nie czuję nic do niego, dlatego odmawiam mu.
Gdy podbiegłam do niego, najwyraźniej ucieszył się, że mnie zobaczył. Szczerze mówiąc, nie było to dla mnie dziwne.
- co u Ciebie, Wiktorio? - zapytał dziewiętnastolatek.
- w porządku, biegam sobie. - powiedziałam.
- a no tak, widzę. jak tam się mieszka? - zapytał spuszczając psa z smyczy.
- nie najlepiej. to znaczy, na mieszkanie nie możemy narzekać, ale płatności za duże. - dodałam.
- rozumiem. i co chcecie zrobić? - zapytał. Na jego twarzy można było dostrzec duże zdziwienie.
- zmienimy mieszkanie. musimy się tylko za czymś rozejrzeć. - odpowiedziałam.
- chętnie wam pomogę. - powiedział chłopak. Szczerze mówiąc, to nie chciałam żeby w czymkolwiek mi pomagał. już raz znalazł mieszkanie, przez któro ledwo starcza nam do pierwszego.
a poza tym musiałabym spędzać z nim dużo czasu, żeby pojechać, oglądać te mieszkania i tak dalej. a nie chciałam tego. z resztą Emilia nie lubiła jego towarzystwa.
- tak? myślę, że damy sobie radę. ale dzięki, będę pamiętać o tobie. - powiedziałam wymuszając uśmiech na twarzy. - teraz biegnę dalej, zaraz muszę wrócić do domu, bo mam trening o 10. - dodałam.
- dobrze, to do zobaczenia! - powiedział.
- tak, cześć.
Pobiegłam dalej zostawiając Davida ze smyczą w ręku. Oglądając się za siebię zobaczyłam, że chłopak nadal patrzy za mną. Irytowało mnie jego zachowanie, ale nie mogłam nic z tym zrobić.
Po pół godzinie wróciłam do domu. Emila była w pracy, więc szybko poszłam pod prysznic i spakowałam się na trening. Następnie poszłam na dół, wsiadłam do samochodu i odjechałam.
Dojechałam na halę na 9:30. Grupa chłopaków kończyła swój trening z siatkówki. Stałam w przejściu między korytarzem a ogromną halą patrząc na nich z zaciekawieniem. Jak byłam młodsza, zanim zaczęłam grać w ręczną chciałam w siatkówkę. Możliwości były małe, bo byłam niestety za niska. Dzisiaj mierzę ledwo 165 cm wzrostu. Chociaż w wieku 14 lat zagrałam kilka meczy na pozycji libero, z czego wtedy się cieszyłam.
Później przekonałam się jednak do ręcznej.
Gdy tamci skończyli, przyszedł mój trener i dziewczyny z drużyny. Usiadłyśmy na ławkach i słuchałyśmy jego zażaleń i przemówień na temat naszej gry.
- teraz trzeba wybrać kapitana. - powiedział po chwili.
- może Wiktoria? Sądzę, że się nadaje najbardziej. - zaproponowała Camilla.
- też tak sądzę. - powiedziała na to Claudia.
Z całej grupy miałam 20 na 25 głosów. Decyzja została podjęta jednogłośnie, z czego się ucieszyłam. To wielkie wyróżnienie, na pewno przyda mi się to w dalszej karierze piłkarki.
Za 10 minut zaczęłyśmy rozgrzewkę. Ja grałam na prawym skrzydle, ale byłam też główną rozgrywającą. Więc ćwiczyłam rzuty do bramek. Następnie zaczełyśmy trening.
Całość miała trwać dwie godziny, ale niestety potrwało to aż trzy i pół godziny. Bałam się, że nie wyrobię na spotkanie z Harrym. Miałam jeszcze wrócić do domu i się przygotować.
Trening skończył się o 14:30. Gdy szłyśmy do szatni zaczepił mnie jeszcze trener.
- Wiktoria, zaczekaj moment. - powiedział gdy jak ostatnia wychodziłam z sali.
- słucham?
- zostałaś wybrana na kapitana, wiesz jaki masz teraz obowiązek? - zapytał patrząc na mnie uważnie.
- tak, żadnego opierdzielania się, mam być przygotowana na wszystko, rozumiem. - powiedziałam.
- tak, to przede wszystkim. Jestem zadowolony, że dziewczyny zauważyły twoją grę. Zwłaszcza, że jesteś najmłodsza. To szansa dla Ciebie. - powiedział dając mi do zrozumienia, że nie chce żebym go zawiodła.
Pokiwałam jedynie głową, dając mu do zrozumienia, że rozumiem go i może mi zaufać. Trener poklepał mnie po ramieniu i pożegnał się ze mną. Na koniec krzykną, że jutro o 16 zbiórka na hali.
Poszłam na halę, a siedziałam tam jedynie Alyssa - dziewczyna, z którą nienawidziłyśmy się wręcz. Podeszłam do swojej torby i zaczęłam się przebierać. Widziałam, jak dziewczyna uważnie mi się przygląda.
- gratuluję. - powiedziała w pewnej chwili, gdy zapinała kurtkę.
- dzięki. - powiedziałam od niechcenia. Wiedziałam, że to co mówiła, było nieszczere. Z resztą jak wszystko co robiła.
- wiesz, to że ci pogratulowałam, nie oznacza że będziemy się teraz lubić. - powiedziała opierając ręce na biodra. Popatrzyłam na nią i wybuchnęłam jej śmiechem w twarz, kiwając przecząco głową.
- sądzisz, że po wszystkich akcjach, które dotyczyły mnie a brałaś w nich udział będę darzyła cię nawet najmniejszą sympatią? masz za wysokie mniemanie o sobie, moja droga. - powiedziałam i wyszłam z szatni.
_____________________________
NA DZISIAJ TYLE, JUTRO POSTARAM SIĘ DODAĆ NASTĘPNE DWA ROZDZIAŁY :D
+ dziękuję za 100 wejść w ciągu dwóch godzin, niby nic wielkiego ale miło mi ;d
++ za komentarze też dziękuję fest, no :D
świetne, czekam jutro na następne rozdziały ;D
OdpowiedzUsuń