*CZWARTEK, 8 LISTOPADA:
Było pochmurno i zimno. Wydawało się, że zaraz mógł spaść deszcz. Szłam uliczkami Londynu ubrana ze słuchawkami na uszach. Słuchałam piosenki mojego ulubionego zespołu One Direction. Tylko oni mogli poprawić mi humor w każdej chwili. Nawet w tej, gdy po raz kolejny pokłóciłam się z Emilką. Nie wiedziałam czemu ostatnio tak wiele się kłócimy. Od dziewięciu lat byłyśmy nierozłączne, traktowałyśmy się jak siostry. Może ten wyjazd do Londynu nas tak odmienił? Do chwili podjęcia decyzji o przeprowadzce mieszkałyśmy w małym mieście w Polsce.
Miałyśmy tych samych przyjaciół, z którymi byliśmy nierozłączni, nasi rodzice także się znali. Teraz po wyjeździe to wszystko się zmieniło, pracowałyśmy osobno, z innymi ludźmi. Może oni nas tak zmienili? - w tej chwili zaczął padać deszcz.
Pobiegłam pod najbliższy daszek szarej, niezadbanej kamienicy, pod którą stała jedynie starsza pani, i jakiś chłopak w kapturze na głowie. Oparłam się o ścianę budynku z nadzieją, że deszcz zaraz przestanie padać. Chciałam wrócić już do domu.Woda kapała z moich mokrych włosów, cała trzęsłam się z zimna.
Chciałam wyciągnąć telefon z torby w celu sprawdzenia
godziny, gdy do chłopaka w zielonej bluzie nagle zadzwonił telefon. Rozmawiał dość głośno. Tak, że byłam w stanie usłyszeć całą jego rozmowę.
- halo? - powiedział zachrypniętym głosem. Czułam, jakbym znała już ten głos i słyszała go nie raz, nie byłam jednak pewna skąd. - dobrze, Paul, zaraz będę. - kontynuował rozmowę. W tej chwili ściągną kaptur.
Byłam pewna, że to jest on. Ten, o którym śni każda fanka One Direction. Właśnie przede mną stał nikt inny jak Harry Styles. Na jego widok zatrzęsły mi się ręce, a nogi miałam jak z waty. Upuściłam torbę na ziemię, a z niej wysypały się wszystkie rzeczy, włącznie z dokumentami. Przykucnęłam, żeby pozbierać swoje rzeczy, gdy w pewniej chwili zobaczyłam nad sobą cień. Popatrzyłam na górę i ujrzałam twarz Loczka.
- pomogę pani. - powiedział z uśmiechem na twarzy. Przykucnął obok mnie i pomógł zbierać mi rzeczy do torby.
- dziękuję, nie wiem co się stało. - powiedziałam niepewnym głosem wskazując na torbę. Czułam, jak moją twarz oblewa rumieniec.
- każdemu się zdarza. - powiedział podnosząc z ziemi mój dowód, który najwyraźniej wypadł z portfela. Harry uważnie przyjżał się mu.
- jestem Harry, a ty jak się zdaje, Wiktoria? - dodał z jeszcze większym uśmiechem.
- tak, dokładnie. - odpowiedziałam uciskając jego dłoń, którą wcześniej wystawił. - naprawdę dziękuję za pomoc. - dodałam.
- naprawdę nie ma za co. - odpowiedział. - masz strasznie zimne ręce, jak stracę czucie to też wszystko mi z nich wypada. - powiedział z uśmiechem na twarzy.
- tak, właśnie. jak wychodziłam z domu było ciepło, teraz coś zepsuła się pogoda.
- właśnie zauważyłem. - powiedział chłopak. - może dasz się zaprosić na kawę w ten pochmurny dzień? tu niedaleko jest kawiarenka. - powiedział wskazując ręką następną ulicę za zakrętem.
- że ja? - zapytałam niepewnie. czułam, że coraz bardziej robię się czerwona. - to znaczy, chętnie, ale teraz? - próbowałam wybrnąć z sytuacji, w której zadałam głupie pytanie. Przecież stałam tam tylko ja i ta pani po sześćdziesiątce, która przyglądała się cały czas całemu zdarzeniu.
- a nie dasz rady teraz? - zapytał.
- ja dam, ale.. - w tej chwili do Harrego znów zadzwonił telefon. Chłopak przeprosił i odebrał.
- no co tam Lou? a no tak, zapomniałem.. dobrze, postaram się. - mówił do słuchawki.
- ale Ty chyba nie bardzo. - dokończyłam.
- zapomniałem o spatkaniu z redaktorem.. a miałabyś czas jutro po południu? - zapytał ponownie z dziwną nadzieją w głosie.
- sądzę, że tak. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- to proszę, podaj mi swój numer.
Hazza podał mi swój telefon, a ja wpisałam do niego numer. Obiecał, że zadzwoni dzisiaj wieczorem i umówimy się na jutrzejszy dzień. Po wszystkim pożegnał się ze mną z uśmiechem na twarzy i odszedł. Przez chwilę stałam jeszcze wryta, jakby ktoś przyczepił mnie do chodnika. W tej chwili dopiero zdałam sobie sprawę, co się stało.
Przecież nie każdej dziewczynie zdarza się rozmawiać z chłopakiem z plakatów, do którego wdycha od dwóch lat. A co dopiero umówić się z nim na kawę..
Deszcze przestał padać. Ludzie ponownie pojawili się na ulicy, wtedy zadzwonił do mnie telefon. Odebrałam, dzwonił trener.
- słucham, trenerze?
- Wiktoria, po jutrze jest turniej, a jutro o 10.00 na dwie godziny musisz przyjść na halę sportową na trening. nie obchodzą mnie twoje prywatne sprawy, liga w tej chwili jest najważniejsza. - powiedział ze zdenerwowaniem w głosie.
- dobrze, będę. ale na 2 godziny, nie więcej, bo też mam swoje plany. - powiedziałam stanowczo.
- ale masz być. jeśli się nie wywiążesz, wiesz czym to będzie spowodowane.
- wiem. - powiedziałam i bez pożegnania odłożyłam słuchawkę.
Odłożyłam telefon do torby i ruszyłam w stronę domu. Pomyślałam, że dobrze, że nie brałam dzisiaj rano samochodu. Wtedy nie wydarzyłoby się coś takiego..
Czułam, jak bardzo dążę do tego, o czym marzyłam od dwóch lat. Teraz zostało pogodzić się z Emilką. Tak bardzo chciałam jej opowiedzieć o dzisiejszym zdarzeniu.
____________________
NO A WIĘC JEST PIERWSZY ROZDZIAŁ. : D
♥
OdpowiedzUsuńjpdl PISZ PISZ PISZ PISZ : p :***
OdpowiedzUsuńŚwietny ; *
OdpowiedzUsuńdkjscnfjdfhbcbbcxvbb ZAJEBISTY. ;*
OdpowiedzUsuń