piątek, 30 listopada 2012

ROZDZIAŁ 5.#


Wyszliśmy z domu i poszliśmy w kierunku samochodu Harrego.
- nie wiedziałem, czy dobrze trafiłem. Nigdy nie byłem w tej dzielnicy. - powiedział Loczek.
- na jest trochę odległa. - powiedziałam. - z Emilką mamy zamiar się stąd przeprowadzić. - dodałam. Harry popatrzył na mnie przypatrując się uważnie.
- ładnie wyglądasz. - powiedział po chwili z uśmiechem na twarzy, mrużąc oczy.
- dziękuję. - odpowiedziałam nieśmiało. Doszliśmy do samochodu, wtedy Harry otworzył drzwi. - Dokąd jedziemy? - zapytałam gdy usiadł na swoim miejscu.
- myślałem o cichym miejscu, chciałem porozmawiać, poznać się z Tobą bardziej. niedaleko mojego kompleksu jest mała kawiarenka, może tam? - zaproponował.
- w porządku. - odpowiedziałam i odjechaliśmy.

Podczas jazdy samochodem Harry pytał mnie o moich rodziców, rodzeństwo, przyjazd do Londynu. Opowiedziałam mu wszystko ze szczegółami, jak prosił.
- może chcesz coś wiedzieć o mnie? - zapytał ruszając brwiami.
- wiem o Tobie dużo.. - powiedziałam puszczając oczko, a Harry zarumienił się jak dziecko, co było dość śmieszne.

Skręciliśmy w dzielnicę, przy której stały ogromne, piękne domy. Nie byłam tam nigdy, ale wiedziałam gdzie ta ulica się znajduje. Nie sądziłam jednak, że chłopaki tam mieszkają. Przejeżdżaliśmy obok wielkiego kompleksu. Był oświetlony, z dwoma piętrami i ogromnym balkonem od strony ulicy. Pod domem na schodach siedział chłopak o ciemnych włosach w czarnej kurtce i palił papierosa. Domyśliłam się, że to Zayn. Nie myliłam się. Harry zatrąbił do niego, a ten od razu podniósł rękę do góry i uśmiechnął się.
- chciałbym Cię kiedyś z nimi poznać. - powiedział Harry mijając ich dom. 'kiedyś' - zabrzmiało to tak, jakby dzisiejsze spotkanie nie było ostatnim. Czułam, że robię sobie nadzieje.
- też bym chciała ich poznać. - odpowiedziałam, a Harry uśmiechnął się podejrzliwie.

Dojechaliśmy do ulicy z drogimi restauracjami i kawiarenkami. Byłam tutaj raz z Davidem i Moniką na obiedzie, ale to było bardzo dawno. Wyszliśmy z samochodu i weszliśmy do kawiarenki.
- pan Styles. proszę, oto zarezerwowany stolik. - powiedział kelner stojący przy drzwiach. Harry musiał tam często przychodzić, skoro był znany.

W kawiarni był tłok.  Praktycznie przy każdym stoliku ktoś siedział, głownie facet z kobietą. Usiedliśmy z Harrym przy stoliku obok okna, na którym stały dwie świeczki. Usiadłam na krześle i rozejrzałam się do okoła. Wystrój kawiarenki był dość przyjemny. Ściany były beżowo czerwone, a na nich widniały obrazy, na których nie wiem co było. Z Harrym zamówiliśmy na początek kawę.
Siedzieliśmy na przeciwko siebie, a on wlepiał swój wzrok we mnie. Zestresowałam się, czy nie jestem gdzieś brudna i zaczęłam strzelać kostkami w dłoniach. Zawsze tak robiłam jak się denerwowałam. Harry musiał to zauważyć, bo złapał mnie za rękę.
- nie denerwuj się. - powiedział patrząc w moje oczy. Po chwili lekko się uśmiechnął, a ja czułam, że jestem czerwona jak burak.
Kelner przyniósł nasze kawy. Z Harrym rozmawialiśmy o wszystkim. o jego pracy, chłopakach, o moich treningach. W zasadzie czułam się jakbym znała go od dawna. Po godzinie 18 zadecydowaliśmy, że pojedziemy obejrzeć jakiś film. Harry stwierdził, że nie ma po co jechać do kina, skoro możemy film pooglądać u niego. Zgodziłam się na to. Weszliśmy do samochodu i odjechaliśmy. Po piętnastu minutach byliśmy na miejscu. Weszliśmy do domu chłopaków.
- coś dziwnie cicho jest, może się w końcu pozabijali. - powiedział Harry odkładając klucze na półkę.
Nie powiedziałam na to nic, poszłam za nim do salonu. Na kanapie zobaczyłam niecodzienny widok. - Nialla i Zayna, którzy spali razem nakryci kocem.
To było niesamowite uczucie zobaczyć ich w takiej sytuacji, którą wcześniej widziałam jedynie na zdjęciach.
- to dzisiaj nie pooglądamy chyba nic. - powiedziałam do Harrego wskazując na chłopaków.
- tak.. masz rację. - odpowiedział chłopak. - to chodźmy może na górę. - dodał.

Poszliśmy wielkimi schodami na piętro. Mieściło się tam dużo drzwi do różnych pomieszczeń. Na końcu były czarne drzwi, do których wszedł Loczek. Poszłam więc za nim. Jego sypialnia była duża. Na ścianach mieściły się zdjęcia z chłopakami, fankami i inne plakaty od fanów.
- czemu się tak przyglądasz? - zapytał Harry stając obok mnie.
- ładny masz pokój. - odpowiedziałam patrząc nadal na ścianę.

W pewnym momencie zauważyłam kartkę ode mnie, którą narysowałam dwa lata temu. Rysunek przedstawiał Larrego w objęciach. Nawet podpisałam się literką 'V x' od imienia 'Victoria' pisanego po angielsku. Harry patrzył na ten rysunek równie uważnie.
- podoba Ci się to? - zapytałam wskazując palcem na tę właśnie kartkę.
- tak, jest świetny. Ktoś miał talent. - powiedział siadając na łóżku.
- dziękuję. - odpowiedziałam i usiadłam obok niego.


- to od Ciebie? - zapytał po chwili zmierzając mnie wzrokiem.

- czy to takie dziwne? w One Direction zakochana jestem od dokładnie dwóch 21 miesięcy. - odpowiedziałam uśmiechając się. Chłopak odwzajemnił to i znowu się zarumienił.

_______________________
JEST I PIĄTY. XD
później SPRÓBUJĘ dać nowy. ;d
przepraszam, że wczoraj nie dałam jeszcze jednego, ale uczyłam się do sprawdzianu z niemca. ; c


+ proszę o komentarze. : D xx

czwartek, 29 listopada 2012

ROZDZIAŁ #4.


Wsiadłam do samochodu, była 14:18. Do domu jechałam stąd jakieś pół godziny, bez korków. Odpaliłam silnik i odjechałam. W tym czasie zadzwoniła do mnie Emilka.
- słucham? - powiedziałam do słuchawki.
- masz randke za godzinę, gdzie ty jesteś? musimy cię przygotować.. - powiedziała dziewczyna z zaangażowaniem w głosie.
- właśnie skończyłam trening, będę za 20 minut. - powiedziałam i odłożyłam telefon.

Starałam się jechać jak najszybciej. Musiałam się jeszcze wykąpać, wysuszyć głowę i ubrać w coś sensownego. Niestety nie miałam jeszcze pojęcia w co. Było to zwykłe wyjście na kawę.
To znaczy.. nie zwykłe. Dla mnie przynajmniej.

Dwadzieścia minut później byłam już w domu. Od razu jak weszłam poszłam pod prysznic. Emilka siedziała u mnie w pokoju i grzebała w moich ubraniach. Wiedziałam, że znajdzie mi zestaw idealnie pasujący do dzisiejszego spotkania. Miała ogromne poczucie stylu. Zawsze na wszelkie okazje dobierała mi ubrania, a czasami pożyczała swoje.
Wyszłam spod prysznica i zawinięta w ręcznik poszłam do pokoju. Emilka siedziała na łóżku obok przygotowanych ubrań.
- może być to? - wskazała na leżący obok niej zestaw, który wyglądał tak:  <klik> (do tego jeszcze bordowa kurtka zapinana na zamek)
- genialne, dziękuję. nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła. - powiedziałam i pocałowałam przyjaciółkę w policzek.
- mhm, nie słodź. - odpowiedziała ze śmiechem w głosie. - idź się już przebież, jest 15:41. - dodała spoglądając na zegarek.

Zrobiłam tak, jak powiedziała przyjaciółka i przebrałam się w przygotowane przez nią ubrania. Zastanawiałam się jeszcze, gdzie ona znalazła te legginsy. Ostatnio szukałam je pół dnia w mojej szafie. Ale pewnie jak zwykle ona je pożyczyła i zapomniała oddać. Żałowałam, że miałam dzisiaj tak mało czasu i nie mogłam iść kupić czegoś ładniejszego na to popołudnie, ale miałam nadzieję, że nie jest źle. Przebrałam się i poszłam do kuchni w której siedziała Emilka.
- co z włosami? - zapytała. Rzeczywiście, nie były za dobrze ułożone, bo wyschły się same przez ten czas.
- nie wiem, nie zdążę już nic chyba..- powiedziałam spoglądając na zegarek.
- siadaj. - powiedziała wskazując na krzesło. W przeciągu trzech minut zrobiła mi luźnego koczka. Takiego, jak ja robiłam w przeciągu dwudziestu minut. Ma talent po prostu.

Na koniec przejrzałam się w lustrze. Miałam nadzieję, że nie jest źle. W tym momencie do drzwi zadzwonił dzwonek. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Za nimi stał Harry ze spuszczoną głową. Gdy otworzyłam drzwi od razu ją uniósł i spojrzał na mnie.
- cześć, Wiktoria. - powiedział z uśmiechem na twarzy. Jego dołeczki w policzkach przyprawiały mnie niemalże o zawał serca a oczy, które patrzyły wprost na mnie były zniewalające. - proszę. - powiedział wręczając mi czerwoną różę. Dość słodko, nie powiem, że nie.
-  wejdź proszę. - powiedziałam wskazując wejście do mieszkania. - dziękuję za różę, piękna. - dodałam uśmiechając się. Zawołałam Emilkę, która siedziała w salonie. Dziewczyna przyszła od razu. Po jej twarzy widziałam, że zaraz wybuchnie piskiem. Jednak się powstrzymała. - Harry, to moja przyjaciółką, Emilia. - powiedziałam do Loczka.
- cześć Emilka. - powiedział z uśmiechem na twarzy Hazza i wyciągną rękę do dziewczyny. Emi odwzajemniła uścisk i uśmiech.
- no to my już pójdziemy. - powiedziałam zakładając kurtkę.
- okej, to cześć. - odpowiedziała Emilka. To były jedyne słowa, jakie mogła z siebie wykrztusić.
- cześć Emilka. - powiedział Harry i otworzył mi drzwi.

______________________
ROZDZIAŁ 4, WIEM ŻE TROCHĘ KRÓTKI. XD
Dzisiaj postaram się dodać jeszcze jeden. ; d

środa, 28 listopada 2012

ROZDZIAŁ 3#.

*PIĄTEK, 9 LISTOPADA.

Budzik obudził mnie o 6:00. Moje łóżko było za wygodne, było mi w nim tak ciepło, że nie chciałam z niego wychodzić. Zwłaszcza, że za oknem znowu było pochmurno. Na szczęście nie padało, więc spokojnie mogłam iść do pobliskiego parku na codzienne bieganie. Odkąd zaczęłam treningi, biegam dzień w dzień, godzinę dziennie. Jest to wymagane dla dobra kondycji, jak mówił trener.
Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Przebrałam się w szare spodnie dresowe i szarą bluzę. Do kieszeni włożyłam telefon z podpiętymi słuchawkami. Poszłam jeszcze do kuchni napić się kawy. Nastawiłam wodę na kawę i zobaczyłam rachunek za mieszkanie za październik. Cena, jaka na nim była przeraziła mnie. Wtedy do kuchni weszła Emilka.
- o, widzę że widziałaś już nasz rachunek.. co z tym zrobimy? - powiedziała zaspanym głosem wskazując na kartkę, którą miałam w ręce.
- nie wiem, ale to jest conajmniej chore. Trzeba znaleźć po prostu inne mieszkanie. - powiedziałam opierając głowę o rękę.
- Też o tym myślałam, ale nie mamy za bardzo pieniędzy, dobrze wiesz. - dodała Emi podając mi kawę.
- jak liga się zacznie, to pieniądze będą. Twoja praca jak się rozkręci, to też przyniesie dochody. Z resztą, będziemy myśleć. Teraz idę biegać. - pocałowałam Emilkę w policzek i wyszłam.

Na dworze było zimno, w końcu mieliśmy początek listopada. Właściwie, to tutaj jest zawsze zimno, ale teraz to przegięcie. Na ulicach było już dużo ludzi, mimo piątku i wczesnej pory.
W parku dużo ludzi także biegało. Te bardziej i mniej znajome twarze. Biegnąc jedną z alejek zobaczyłam Davida, kolegę mojej kuzynki, który pomagał jej znaleźć mieszkanie dla mnie i Emilki przed naszym przyjazdem tutaj. Chłopak spacerował z psem. Też od razu mnie zobaczył i pomachał mi. Postanowiłam, że podbiegnę do nich. Lubiałam Davida. Moja kuzynka Monika opowiadała mi, że chłopak co chwila o mnie wypytuje. Zdradziła mi też, że powiedział kiedyś, że bardzo mu się podobam. Od tamtego czasu pisze do mnie i dzwoni, czy się z nim spotkam. Lubię go, ale nie czuję nic do niego, dlatego odmawiam mu.
Gdy podbiegłam do niego, najwyraźniej ucieszył się, że mnie zobaczył. Szczerze mówiąc, nie było to dla mnie dziwne.
- co u Ciebie, Wiktorio? - zapytał dziewiętnastolatek.
- w porządku, biegam sobie. - powiedziałam.
- a no tak, widzę. jak tam się mieszka? - zapytał spuszczając psa z smyczy.
- nie najlepiej. to znaczy, na mieszkanie nie możemy narzekać, ale płatności za duże. - dodałam.
- rozumiem. i co chcecie zrobić? - zapytał. Na jego twarzy można było dostrzec duże zdziwienie.
- zmienimy mieszkanie. musimy się tylko za czymś rozejrzeć. - odpowiedziałam.
- chętnie wam pomogę. - powiedział chłopak. Szczerze mówiąc, to nie chciałam żeby w czymkolwiek mi pomagał. już raz znalazł mieszkanie, przez któro ledwo starcza nam do pierwszego.
a poza tym musiałabym spędzać z nim dużo czasu, żeby pojechać, oglądać te mieszkania i tak dalej. a nie chciałam tego. z resztą Emilia nie lubiła jego towarzystwa.
- tak? myślę, że damy sobie radę. ale dzięki, będę pamiętać o tobie. - powiedziałam wymuszając uśmiech na twarzy. - teraz biegnę dalej, zaraz muszę wrócić do domu, bo mam trening o 10. - dodałam.
- dobrze, to do zobaczenia! - powiedział.
- tak, cześć.

Pobiegłam dalej zostawiając Davida ze smyczą w ręku. Oglądając się za siebię zobaczyłam, że chłopak nadal patrzy za mną. Irytowało mnie jego zachowanie, ale nie mogłam nic z tym zrobić.
Po pół godzinie wróciłam do domu. Emila była w pracy, więc szybko poszłam pod prysznic i spakowałam się na trening. Następnie poszłam na dół, wsiadłam do samochodu i odjechałam.

Dojechałam na halę na 9:30. Grupa chłopaków kończyła swój trening z siatkówki. Stałam w przejściu między korytarzem a ogromną halą patrząc na nich z zaciekawieniem. Jak byłam młodsza, zanim zaczęłam grać w ręczną chciałam w siatkówkę. Możliwości były małe, bo byłam niestety za niska. Dzisiaj mierzę ledwo 165 cm wzrostu. Chociaż w wieku 14 lat zagrałam kilka meczy na pozycji libero, z czego wtedy się cieszyłam.
Później przekonałam się jednak do ręcznej.
Gdy tamci skończyli, przyszedł mój trener i dziewczyny z drużyny. Usiadłyśmy na ławkach i słuchałyśmy jego zażaleń i przemówień na temat naszej gry.
- teraz trzeba wybrać kapitana. - powiedział po chwili.
- może Wiktoria? Sądzę, że się nadaje najbardziej. - zaproponowała Camilla.
- też tak sądzę. - powiedziała na to Claudia.
Z całej grupy miałam 20 na 25 głosów. Decyzja została podjęta jednogłośnie, z czego się ucieszyłam. To wielkie wyróżnienie, na pewno przyda mi się to w dalszej karierze piłkarki.
Za 10 minut zaczęłyśmy rozgrzewkę. Ja grałam na prawym skrzydle, ale byłam też główną rozgrywającą. Więc ćwiczyłam rzuty do bramek. Następnie zaczełyśmy trening.
Całość miała trwać dwie godziny, ale niestety potrwało to aż trzy i pół godziny. Bałam się, że nie wyrobię na spotkanie z Harrym. Miałam jeszcze wrócić do domu i się przygotować.
Trening skończył się o 14:30. Gdy szłyśmy do szatni zaczepił mnie jeszcze trener.
- Wiktoria, zaczekaj moment. - powiedział gdy jak ostatnia wychodziłam z sali.
- słucham?
- zostałaś wybrana na kapitana, wiesz jaki masz teraz obowiązek? - zapytał patrząc na mnie uważnie.
- tak, żadnego opierdzielania się, mam być przygotowana na wszystko, rozumiem. - powiedziałam.
- tak, to przede wszystkim. Jestem zadowolony, że dziewczyny zauważyły twoją grę. Zwłaszcza, że jesteś najmłodsza. To szansa dla Ciebie. - powiedział dając mi do zrozumienia, że nie chce żebym go zawiodła.
Pokiwałam jedynie głową, dając mu do zrozumienia, że rozumiem go i może mi zaufać. Trener poklepał mnie po ramieniu i pożegnał się ze mną. Na koniec krzykną, że jutro o 16 zbiórka na hali.

Poszłam na halę, a siedziałam tam jedynie Alyssa - dziewczyna, z którą nienawidziłyśmy się wręcz. Podeszłam do swojej torby i zaczęłam się przebierać. Widziałam, jak dziewczyna uważnie mi się przygląda.
- gratuluję. - powiedziała w pewnej chwili, gdy zapinała kurtkę.
- dzięki. - powiedziałam od niechcenia. Wiedziałam, że to co mówiła, było nieszczere. Z resztą jak wszystko co robiła.
- wiesz, to że ci pogratulowałam, nie oznacza że będziemy się teraz lubić. - powiedziała opierając ręce na biodra. Popatrzyłam na nią i wybuchnęłam jej śmiechem w twarz, kiwając przecząco głową.
- sądzisz, że po wszystkich akcjach, które dotyczyły mnie a brałaś w nich udział będę darzyła cię nawet najmniejszą sympatią? masz za wysokie mniemanie o sobie, moja droga. - powiedziałam i wyszłam z szatni.

_____________________________
NA DZISIAJ TYLE, JUTRO POSTARAM SIĘ DODAĆ NASTĘPNE DWA ROZDZIAŁY :D

+ dziękuję za 100 wejść w ciągu dwóch godzin, niby nic wielkiego ale miło mi ;d
++ za komentarze też dziękuję fest, no :D

ROZDZIAŁ #2.



Do domu przyszłam o 17. Drzwi były zamknięte, więc pomyślałam, że Emilki nie ma w domu. Wyciągnełam więc klucz i otworzyłam nim drzwi. Usłyszałam, jak w pokoju Emilki gra muzyka. Nie chciałam tam iść. Poszłam więc do kuchni i nastawiłam wodę na herbatę. W tym czasie przebrałam się w suche ubrania, a włosy zawinełam w ręcznik. Poszłam do salonu z kubkiem gorącej herbaty i włączyłam mtv. Leciał właśnie wywiad One Direction na żywo ze studia,  to pewnie tam Harry się spieszył.
Po pół godzinie program dobiegł końca. Wtedy do pokoju weszła Emilia. Usiadła obok mnie nie mówiąc nic. Też nic nie powiedziałam. Odłożyłam kubek na stolik obok kanapy i wyłączyłam telewizor. Wtedy Emi przytuliła mnie mocno i zaczęła krzyczeć słowa : PRZEPRASZAM CIĘ, JA CIĘ KOCHAM, NIE KŁÓĆMY SIĘ, PRZEPRASZAM, NO.
Chciało mi się z niej śmiać, ale postanowiłam że zachowam kamienną twarz i nie będę reagować na jej słowa.
- NO POWIEDZ COŚ. - mówiła błagalnym głosem.
- no dobra no, ja też cię kocham i też nie chcę się z tobą kłócić. - powiedziałam po dłuższej chwili i odwzajemniłam uścisk, po czym pocałowałam ją w czoło.

Emi usiadła obok mnie i porozmawiałyśmy jeszcze o naszych sprawach, treningach, jej pracy itd. Nagle zadzwonił do mnie telefon. Na ekranie wyświetlił się nieznany numer.
- kto to? - zapytała Emilka.
- nie wiem, zaraz się okaże. - powiedziałam.
        - halo? - powiedziałam odbierając telefon.
        - cześć Wiktoria, tu Harry. - odezwał się głos w słuchawce, tak samo zachrypnięty jak dzisiaj po   południu. - chciałem zapytać, to jutro to aktualne?
        - jeśli masz czas, to tak. - odpowiedziałam zwyczajnym tonem, ale w głębi serca cieszyłam się.
        - mi pasuje przez cały dzień, więc o której? - zapytał.
        - może 16? - zaproponowałam.
        - w porządku, będę po ciebie punktualnie, tylko wyślij mi jeszcze adres esemesem. - powiedział wyraźnym wesołym tonem.
        - tak jest. - odpowiedziałam równie miło.
        - to do zobaczenia. - powiedział na pożegnanie Hazza.

Odłożyłam słuchawkę i popatrzyłam na Emilkę. Siedziała w siadzie skrzyżnym na przeciwko mnie i patrzyła na mnie swoimi sowimi oczami.
- czyżby randka? OSTRO, fajnie wiedzieć. a z kim? i gdzie idziecie? - jak zwykle zadawała tysiąc pytań na minutę.
- z.. kolegą. to znaczy bo dzisiaj poznałam kogoś. - mówiłam, a Ona w tym czasie dopijała moją herbatę. - Stylesa. - dokończyłam. Emilka zakrztusiła się piciem i to, co miała w ustach momentalnie wypluła z powrotem do kubka.
- CO TY POWIEDZIAŁAŚ? wiem, że żartujesz. - powiedziała wstając z łóżka. Popatrzyła jeszcze na mnie i wyszła do kuchni.

Za około pięć minut wróciła z powrotem. Usiadła znowu obok mnie.
- mówisz prawdę? - zapytała nieco ciszej.
- tak.. z resztą, jeśli mi nie wierzysz, to jutro się przekonasz, przyjdzie po mnie. - powiedziałam.

Emii zaczeła piszczeć jak dwunastolatka, którą rodzice chcą zabrać na koncert Justina Bibera.
- JEZU, POZNAM HARREGO, POZNAM HARREGO I INNYCH CHŁOPAKÓW I WYJDĘ ZA NIALLA I BĘDĘ MIAŁA Z NIM DZIECKO, I ... - wręcz krzyczała mówiąc te rzeczy.
- ej, stop. prawda, przedstawię Ci jutro Harrego, ale nie nastawiaj się, że w najbliższym czasie poznamy resztę chłopaków. - powiedziałam ze smutkiem w głosie.
- ale dlaczego? - zapytała Emilka, a zapał w jej głosie momentalnie ją opuścił. Widać było jak posmutniała.
- bo mam teraz treningi, liga się zaczeła. JEST LISTOPAD, PAMIĘTASZ? poza tym nie nastawiam się na nic, sądzę, że będzie to jednorazowe spotkanie. przecież to Styles, dobrze wiemy obydwie, jaki on jest.. - dodałam patrząc w podłogę.
- to są tylko pomówienia mediów. - powiedziała Emi.
- zależy w co uwierzymy. idę się kąpać. - powiedziałam i wyszłam do łazienki.

Po około godzinie wyszłam z niej. Dochodziła już 21. Emi zasnęła na kanapie w salonie z pilotem w ręku. Poszłam więc do siebie do pokoju. Usiadłam przy kompie i włączyłam najpierw facebooka, a następnie twittera. Na facebooku online była moja przyjaciółka - Weronika. Emilka jakoś za specjalnie nie lubiła jej. Uważała, że jest fałszywa. Nie wiedziałam dlaczego..
Werka od razu napisała do mnie.
- cześć kochanie, co słychać? : )
- w porządku, nawet bardzo. co u ciebie?
- ujdzie, rozstałam się z Kamilem.
Po tej wiadomości nie odpisałam nic. Natychmiast wzięłam telefon i zadzwoniłam do niej. Rozmawiałyśmy dobrą godzinę, Werka żaliła mi się, że jej związek z Kamilem już od dawna się nie układał. Starałam się ją pocieszyć jak mogę. Z tego wszystkiego nie chciałam mówić jej o moim spotkaniu z Harrym, i jutrzejszej "randce". Postanowiłam, że nawet nie ma się czym chwalić. Zwłaszcza, że Weronika jakoś zbytnio nie przepadała z One Direction. Mimo to, akceptowała we mnie moją miłość do nich.

Po rozmowie z Weroniką poczułam, że jestem zmęczona, a jutro muszę wstać o 7, żeby iść pobiegać, a później trening. Przed zaśnięciem myślałam o dzisiejszej sytuacji. Czułam, że to co się stało jest niesamowite. Nie mogłam doczekać się jutrzejszego dnia.

________________________
JEST I DRUGI. : D
jeżeli to czytacie, to proszę o komentarze, będę wdzięczna fest. ;d

ROZDZIAŁ #1.

*CZWARTEK, 8 LISTOPADA:

Było pochmurno i zimno. Wydawało się, że zaraz mógł spaść deszcz. Szłam uliczkami Londynu ubrana ze słuchawkami na uszach. Słuchałam piosenki mojego ulubionego zespołu One Direction. Tylko oni mogli poprawić mi humor w każdej chwili. Nawet w tej, gdy po raz kolejny pokłóciłam się z Emilką. Nie wiedziałam czemu ostatnio tak wiele się kłócimy. Od dziewięciu lat byłyśmy nierozłączne, traktowałyśmy się jak siostry. Może ten wyjazd do Londynu nas tak odmienił? Do chwili podjęcia decyzji o przeprowadzce mieszkałyśmy w małym mieście w Polsce.
Miałyśmy tych samych przyjaciół, z którymi byliśmy nierozłączni, nasi rodzice także się znali. Teraz po wyjeździe to wszystko się zmieniło, pracowałyśmy osobno, z innymi ludźmi. Może oni nas tak zmienili? - w tej chwili zaczął padać deszcz.
Pobiegłam pod najbliższy daszek szarej, niezadbanej kamienicy, pod którą stała jedynie starsza pani, i jakiś chłopak w kapturze na głowie. Oparłam się o ścianę budynku z nadzieją, że deszcz zaraz przestanie padać. Chciałam wrócić już do domu.Woda kapała z moich mokrych włosów, cała trzęsłam się z zimna.
Chciałam wyciągnąć telefon z torby w celu sprawdzenia
godziny, gdy do chłopaka w zielonej bluzie nagle zadzwonił telefon. Rozmawiał dość głośno. Tak, że byłam w stanie usłyszeć całą jego rozmowę.
- halo? - powiedział zachrypniętym głosem. Czułam, jakbym znała już ten głos i słyszała go nie raz, nie byłam jednak pewna skąd. - dobrze, Paul, zaraz będę. - kontynuował rozmowę. W tej chwili ściągną kaptur.
Byłam pewna, że to jest on. Ten, o którym śni każda fanka One Direction. Właśnie przede mną stał nikt inny jak Harry Styles. Na jego widok zatrzęsły mi się ręce, a nogi miałam jak z waty. Upuściłam torbę na ziemię, a z niej wysypały się wszystkie rzeczy, włącznie z dokumentami. Przykucnęłam, żeby pozbierać swoje rzeczy, gdy w pewniej chwili zobaczyłam nad sobą cień. Popatrzyłam na górę i ujrzałam twarz Loczka.
- pomogę pani. - powiedział z uśmiechem na twarzy. Przykucnął obok mnie i pomógł zbierać mi rzeczy do torby.
- dziękuję, nie wiem co się stało. - powiedziałam niepewnym głosem wskazując na torbę. Czułam, jak moją twarz oblewa rumieniec.
- każdemu się zdarza. - powiedział podnosząc z ziemi mój dowód, który najwyraźniej wypadł z portfela. Harry uważnie przyjżał się mu.
- jestem Harry, a ty jak się zdaje, Wiktoria? - dodał z jeszcze większym uśmiechem.
- tak, dokładnie. - odpowiedziałam uciskając jego dłoń, którą wcześniej wystawił. - naprawdę dziękuję za pomoc. - dodałam.
- naprawdę nie ma za co. - odpowiedział. - masz strasznie zimne ręce, jak stracę czucie to też wszystko mi z nich wypada. - powiedział z uśmiechem na twarzy.
- tak, właśnie. jak wychodziłam z domu było ciepło, teraz coś zepsuła się pogoda.
- właśnie zauważyłem. - powiedział chłopak. - może dasz się zaprosić na kawę w ten pochmurny dzień? tu niedaleko jest kawiarenka. - powiedział wskazując ręką następną ulicę za zakrętem.
- że ja? - zapytałam niepewnie. czułam, że coraz bardziej robię się czerwona. - to znaczy, chętnie, ale teraz? - próbowałam wybrnąć z sytuacji, w której zadałam głupie pytanie. Przecież stałam tam tylko ja i ta pani po sześćdziesiątce, która przyglądała się cały czas całemu zdarzeniu.
- a nie dasz rady teraz? - zapytał.
- ja dam, ale.. - w tej chwili do Harrego znów zadzwonił telefon. Chłopak przeprosił i odebrał.
            - no co tam Lou? a no tak, zapomniałem.. dobrze, postaram się. - mówił do słuchawki.
- ale Ty chyba nie bardzo. - dokończyłam.
- zapomniałem o spatkaniu z redaktorem.. a miałabyś czas jutro po południu? - zapytał ponownie z dziwną nadzieją w głosie.
- sądzę, że tak. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- to proszę, podaj mi swój numer.

Hazza podał mi swój telefon, a ja wpisałam do niego numer.  Obiecał, że zadzwoni dzisiaj wieczorem i umówimy się na jutrzejszy dzień. Po wszystkim pożegnał się ze mną z uśmiechem na twarzy i odszedł. Przez chwilę stałam jeszcze wryta, jakby ktoś przyczepił mnie do chodnika. W tej chwili dopiero zdałam sobie sprawę, co się stało.
Przecież nie każdej dziewczynie zdarza się rozmawiać z chłopakiem z plakatów, do którego wdycha od dwóch lat. A co dopiero umówić się z nim na kawę..

Deszcze przestał padać. Ludzie ponownie pojawili się na ulicy, wtedy zadzwonił do mnie telefon. Odebrałam, dzwonił trener.
- słucham, trenerze?
- Wiktoria, po jutrze jest turniej, a jutro o 10.00 na dwie godziny musisz przyjść na halę sportową na trening. nie obchodzą mnie twoje prywatne sprawy, liga w tej chwili jest najważniejsza. - powiedział ze zdenerwowaniem w głosie.
- dobrze, będę. ale na 2 godziny, nie więcej, bo też mam swoje plany. - powiedziałam stanowczo.
- ale masz być. jeśli się nie wywiążesz, wiesz czym to będzie spowodowane.
- wiem. - powiedziałam i bez pożegnania odłożyłam słuchawkę.

Odłożyłam telefon do torby i ruszyłam w stronę domu. Pomyślałam, że dobrze, że nie brałam dzisiaj rano samochodu. Wtedy nie wydarzyłoby się coś takiego..
Czułam, jak bardzo dążę do tego, o czym marzyłam od dwóch lat. Teraz zostało pogodzić się z Emilką. Tak bardzo chciałam jej opowiedzieć o dzisiejszym zdarzeniu.



____________________
NO A WIĘC JEST PIERWSZY ROZDZIAŁ. : D

bohaterowie. : D

Wiktoria:  brunetka z niebieskimi oczami, mająca 19 lat. Gra w piłkę ręczną w klubie w Londynie.      Mieszka ze swoją przyjaciółką Emilką w małym mieszkaniu w centrum miasta. Mimo swoich dziewiętnastu lat szaleje za zespołem One Direction, głównie za Harrym.

Emilia: szatynka z kasztanowymi oczami. Ma 18 lat. Pracuje jako fotograf krajobrazów w galerii sztuk w Londynie. Tak jak Wiktoria, od dwóch lat kocha One Direction. Platonicznie zakochana w Niallu.;d

________
sądzę, że chłopaków przedstawiać nie muszę. : D

prolog. : D

Historia opowiada o dwóch przyjaciółkach, które od pół roku mieszkają w Londynie. Wyjechały tam, żeby odmienić swoje życie. Nie spodziewały się jednak, że przez jeden deszczowy dzień ich życie odmieni się do takiego stopnia. ; d